sobota, 13 lipca 2013

2. Komplikacje 2/2

_____________________________________________________________________
W poprzednim rozdziale.

  - Panikara. Rozumiem, że meczu dzisiaj nie rozstrzygniemy? To ja idę. - Różowo włosy poszedł zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować. Nagle pojawił się ktoś jeszcze. Nie przejmował się tym, że karetka właśnie zabiera dziewczynę. Nie podszedł do nich tylko krzyknął.
  - Natalie!!! Ojciec będzie za półgodziny! Chodź szybko! - Długowłosy blondyn kogoś Markowi przypominał. Tylko nie mógł sobie przypomnieć gdzie go widział. Nagle Nathan, który cały czas pocieszał Rebekę, wykrzyknął.
  - Byron?!
________________________________________________________________ 

Blondyn znieruchomiał i spojrzał na chłopaka. 
  - Kto? - wydawał się zdezorientowany. 
  - Jej brat ma na imię Miles. - To Victoria, która razem z Rebeką  kierowały się do metra, którym miały zamiar dojechać do szpitala. Długowłosy chłopak zszedł na dół. Teraz było widać różnicę.Jego oczy były szare i miały trochę inny rozstaw. Nos miał dłuższy niż kapitan Zeusa i drobinę inny odcień blondu. Pod światło nie można było tego ocenić. 
  - Nie jestem Byron. - Odwrócił się w stronę siostry. - Dalej. Musimy zdążyć. - Chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę wyjścia z boiska. 
  - Ej, co jest? - Mark nie był zadowolony z takiego traktowania dziewczyny.
  - Nic, nic,  - Blondynka go uspokoiła. - Nie idę - zwróciła się do brata. - Melissa jest w szpitalu, jadę do niej. Wymyśl coś. - Wyrwała rękę z uścisku i zawołała za dziewczynami. - Poczekajcie na mnie!!. Byron wzruszył ramionami i poszedł do domu. Został tylko Mark z Nathanem. 
  - Chyba byłoby niegłupio gdybyśmy też poszli. - Niebiesko włosy czuł się winny.  W końcu to on ją popchnął. Mark spojrzał na niego.
  - Jutro. Teraz i tak będzie tam tłok, dziewczyny, jeszcze jej rodzice... I tak nie wpuszczą wszystkich. - Jego kolega pokręcił głową.
  - Jej rodziców nie będzie. Wątpię czy się dowiedzą o jej wizycie w szpitalu. Większość czasu w roku spędzają po za domem. Nie specjalnie interesują się swoimi dziećmi. - Kapitan posłał mu pytające spojrzenie. 
  - Skąd to wiesz? 
  - Mieszkałem kiedyś obok niej. Jej rodzice zostawiają ją i bliźniaczki pod opieką babci. Ale to raczej one zajmują się nią. Pomagają jej jak tylko mogą. - Szatyn był wyraźnie zamyślony. Jak można tak traktować własne dzieci? Zdecydowanie mu się to nie podobało. Rozeszli się do domów. Nikt nie zauważył, że obserwuje ich mężczyzna ze złotym sygnetem na serdecznym palcu. 

*** 

Natalie spacerowała po szpitalnym korytarzu i co chwilę patrzyła na telefon. Czas płynął nieubłaganie a lekarze nadal nie chcieli powiedzieć co się dzieje z Lissą. Zaczepiła przechodzącą pielęgniarkę.
  - Przepraszam, przywieziono do was moją przyjaciółkę. Czy mogłaby pani mi powiedzieć co się z nią dzieje? 
  - Bardzo mi przykro, sama jeszcze nie wiem. Wygląda na to, że to może być obrzęk mózgu. Przepraszam, muszę już iść. 
  - Co?! Ale jak to?! - Dziewczyna wybiega za pielęgniarką. Na korytarzu już jej nie ma. Musiała wejść do jakiegoś innego pokoju. Z drugiej strony nadbiegły Rebeka i Victoria które były w kawiarni po coś do picia. 
  - Co jest? - Czerwonowłosa wbija wzrok w przyjaciółkę. 
  - Melissa może mieć obrzęk mózgu. - Nat łamiącym się głosem mówi dziewczynom czego się dowiedziała. W jednej chwili Rebeka upuszcza plastikowy kubek z kawą i blednie.
  - Co? - Pyta słabym szeptem. Dopiero po chwili do niej dociera. - Nie! Nie!!! Nie zgadzam się!!! - Dziewczyna wpadła w histerię. Przyjaciółki chciały ją przytrzymać ale wyrwała im się i zaczęła płakać. - A co jeśli ona z tego nie wyjdzie? - Spytała kiedy już się trochę uspokoiła. 
  - Nie mów tak. Zobaczysz, nic jej nie będzie. - Vic, która jak zawsze zachowała zimną krew, podeszła do koleżanki i ją objęła. 
Trzy przyjaciółki siedziały pod salą Lissy, do której nikt ich nie chciał wpuścić. Było już dobrze po północy, kiedy podszedł do nich lekarz dyżurujący. 
  - Idźcie już do domów. Siedząc tutaj nic nie zmienicie. - Mężczyzna kucnął przy przyjaciółkach i spojrzał na nie uważnie. 
  - Nie pójdziemy. Nikt nie chce nam powiedzieć co jej jest. Wiemy tylko co m o ż e jej być ale nie mamy pewności. Chcemy wiedzieć. - Rebeka twardo patrzyła w oczy lekarza. 
  - A co według was może jej być?
  - Pielęgniarka powiedziała, że prawdopodobnie ma obrzęk mózgu. - Natalie nie miała tyle siły co jej przyjaciółka więc kiedy doktor skierował na nią wzrok opuściła głowę. 
  - Poczekajcie tu, za chwilkę wrócę. - Mężczyzna poszedł w kierunku pokoju lekarskiego. Wrócił po chwili trzymając jakieś kartki. Podszedł do nich.
  - Wasza koleżanka ma wstrząśnienie mózgu. Nic jej nie będzie. 
  - To dlaczego była nieprzytomna? - Vic odezwała się po raz pierwszy od kilku godzin więc jej głos był zachrypnięty. 
  - Wy, przecież ona wtedy nie zemdlała. - Nadzieja rozbłysła w oczach czerwonowłosej. 
  - Byłam tu przed wami. Widziałam ją. Była nieprzytomna. 
  - To prawda - Lekarz przerwał zaczynającą się kłótnię. - Ale to normalne. Sądzę - jeszcze raz dokładnie przyjrzał się jej wynikom. - że za jakieś dwa dni powinna zostać wypisana. A teraz zmykajcie do domu. 
***
W czasie kiedy dziewczyny ustalały u kogo spędzą tę noc, Mark leżał w łóżku i nie mógł zasnąć. Miał wyrzuty sumienia, ze nie poszedł do szpitala. Jednocześnie wiedział, że i tak nic by nie wskórał.Sam już nie wiedział co myśleć. Wstał z łóżka i poszedł do kuchni. Chciało mu się pić więc sięgnął w miejsce gdzie zawsze stoi sok. Nie było go. Znowu będzie na mnie pomyślał i napił się wody. Wrócił do pokoju. Już chciał się położyć, ale coś za oknem przykuło jego uwagę. Przed płotem stał mężczyzna. Nie widział całej jego twarzy ale tylko profil. Mimo wszystko z kimś mu się kojarzył. Zauważył, że rozmawia on przez telefon. Nagle poczuł, że musi wiedzieć o czym. Po cichu wyszedł z domu i zakradł się do wielkiego krzaka stojącego opok miejsca w którym zatrzymał się ten facet. Kapitan Raimona nastawił uszu. 
  - ... nawet nie musieliśmy jej pomagać. Sama to za nas załatwiła. Nie. Powinna tam być jeszcze tydzień, wyglądało to poważnie. Tak. Tak. Wszystko idzie po pana myśli. Jeśli sprawy dalej będą się tak toczyły zakończymy to szybciej niż przewidywaliśmy. Tak. Dziękuję, do usłyszenia. - Mężczyzna rozłączył się z rozmówcą. Wyglądał na zadowolonego. Ruszył w kierunku głównej ulicy, zapewne żeby złapać ostatni autobus. Ostanie co Mark zdążył zauważyć to złoty sygnet na jego palcu. 
Szatyn wrócił do łóżka. Ta rozmowa mu o czymś przypominała ale on był już tak zmęczony, że zanim zdążył zrozumieć o co to chodzi, zasnął. 

***
   - Mark!!! Wstawaj bo zaśpisz do szkoły!! - Jego matka weszła jak burza do pokoju, ściągnęła z niego kołdrę i trzasnęła drzwiami. Chłopakowi wydawało się, że śpi zaledwie pięć minut. Obrócił się na bok, przetarł oczy i spojrzał na budzik. 5.05. Ma jeszcze przecież półtorej godziny. Zszedł jednak na dół żeby to wyjaśnić. 
  - Mamo, jest piąta rano. Dlaczego ty mnie tak wcześnie budzisz? - Chłopak zaspanym wzrokiem rozejrzał się po kuchni w poszukiwaniu soku. Nie było go. - Gdzie sok?
  - W nocy nie było przez chwilę prądu. Jest siódma dwadzieścia. Ne ma soku. Znowu wypiłeś go w nocy? - pyta oskarżycielskim tonem swojego syna. 
  - Tym razem to nie ja. Chciałem się napić ale już go nie było. - Chłopak który ma w zwyczaju wypijać resztę soku w nocy czuje, że musi się bronić. Wziął do ręki tosta. Ktoś go lekko trzepnął w rękę. 
  - Najpierw się umyj i ubierz. - Chciał zaprotestować ale wyraz twarzy jego matki zmusił go do posłuszeństwa. - I pospiesz się, bo się spóźnisz!!! - Krzyknęła za nim. 


***

  - Nie wiem czy dobrze robimy...
  - Nasi rodzice się zgodzili. Po za tym chcę chodzić tam gdzie Lissa. - Natalie była najbardziej zdecydowana. Postanowiły przenieść się do Raimona. - To jest ostateczna decyzja. Przynajmniej jeśli chodzi o mnie. - Spojrzała pytająco na dwie pozostałe dziewczyny. 
  - Idę. - Vic też nie miała najmniejszych wątpliwości, że tego chce. Pomimo trudności z językiem japońskim to ona wpadła na ten pomysł. Rebeka westchnęła.
  - Dobra. Ja też. - Po tej deklaracji dziewczyny weszły do szkoły. Skierowały się do sekretariatu żeby złożyć dokumenty. Rozmawiały właśnie o tym jak im będzie w nowej szkole kiedy wpadły na na Nathan i jakichś dwóch chłopaków. Jeden miał dredy a drugi blond włosy postawione do góry. 
  - Sorki. Hej Nathan. - Zawołała Rebeka uśmiechając się szeroko.
  - Cześć rebeka. Wiecie co z Melissą? - chłopak naprawdę się niepokoił o koleżankę. 
  - To tylko wstrząśnienie mózgu. Wyjdzie za dwa dni. 
  - Tak właściwie co wy tu robicie? - Dopiero teraz chłopak zauważył ich teczki. Ktoś przepchnął się koło nich na korytarzu mamrocząc coś pod nosem. 
  - Przenosimy się do was. Od jutra uczymy się tutaj. - Tym razem to Natalie się wyszczerzyła. Odwróciła się w stronę dwóch pozostałych chłopaków. - Cześć. Jestem Natalie, ta w czerwonych włosach to Rebeka a ta ruda to Victoria. - Nat przedstawiła koleżanki, nadal się uśmiechając. 
  - Axel - powiedział chłopak o blond włosach.
  - Jude - To był ten drugi. 
  - Fajnie. A waśnie, powiecie nam gdzie tu jest sekretariat? Błądzimy tu już chyba pół godziny. - Vic odezwała się po raz pierwszy. Dziewczyna ma zwyczaj patrzenia ludziom prosto w oczy, co czasem ich krępuje. Tak było i z Axelem, który lekko się zarumienił. Na szczęście nikt tego nie zauważył. 
  - Musicie iść prosto a na końcu skręcić w lewo. Ostatnie drzwi po prawej - To ostatnie powiedziała jakaś dziewczyna, którą zainteresowało to małe zbiegowisko. - Jestem Celia. - Odwróciła się do Jude'a. - Braciszku, jakiś facet cię szukał. Powiedziałam, że cię nie ma. Wyglądał mi jakoś podejrzanie. Uważaj na siebie. - Chłopak chciał jej coś odpowiedzieć ale zadzwonił dzwonek i wszyscy rozeszli się do klas. Wszyscy po za trójką przyjaciółek, które udały się do sekretariatu. Gdyby wiedziały co je czeka w nowej szkole, nigdy by się tu nie przeniosły. 

Zapowiedzi Marka. 
Kim jest mężczyzna ze złotym sygnetem? O kim mówił? Czy Lissa naprawdę ma tylko wstrząśnienie mózgu? Dlaczego dziewczyny pożałują swojej decyzji? Tego wszystkiego dowiecie się w następnym rozdziale - "Jest coraz gorzej" 
_______________________________________________________________________________
W końcu :D Cudem mi się to udało. Kilka razy zmieniałam koncepcję  oto jest :D Powstała w bólach porodowych ostatnia część drugiego rozdziału. ^^ 
Piszcie co o tym sądzicie :) 

 


wtorek, 2 lipca 2013

2. Komplikacje 1/2

_____________________________________________________________
W poprzednim rozdziale:
  - Muszę przyznać, że są dobrzy. - Dziewczyny spojrzały zdumione na Rebekę. Nie mogły uwierzyć, że powiedziała to po tym jak Kevin im dopiekł. Natalie zapytała ją o to.
  - Mam po prostu dobry humor - wyszczerzyła się  czerwonowłosa. - Po za tym, po co mam się złościć? O to, że nie pozwalają nam podejść pod ich bramkę? - Uśmiech dziewczyny jeszcze się powiększył. - Dzięki temu jeszcze bardziej chcę ich pokonać. Wysoko podnoszą poprzeczkę. Wiem, że damy radę. Wierzę w nas. Ostatnio nawet ćwiczyłam nową technikę i sądzę, że może mi się udać. 
  - Nowa technika? Dlaczego nic nam nie powiedziałaś? - Victoria skierowała na nią oskarżycielskie spojrzenie. 
  - Nie chciałam zapeszać. Nie jest wykończona i nie jestem pewna czy mi wyjdzie. No, pożyjemy zobaczymy. Zdaje mi się czy on wraca? I to w dodatku z kimś? 
  - Nie, to chyba nie on...  - Blondynka nie była pewna. Ten ktoś szedł pod słońce więc nie było nic wydać, ale sylwetka wydała się jej nie taka. Zdążyła się bardzo dobrze przypatrzeć Nathanowi. 
 
____________________________________________

Osoba która zaintrygowała dziewczyny, zwróciła w końcu uwagę chłopaków. Nikt nie wiedział kto to jest, z bardzo prostej przyczyny. Słońce, które go oświetlało od tyłu uniemożliwiało zidentyfikowanie go. Wyglądało to na celowe zagrania, ale równie dobrze mógł być to tylko przypadek.Tajemnicza osoba rozejrzała się po boisku, zobaczyła dziewczyny i ruszyła w ich kierunku. Nikt nie wiedział o co może mu chodzić. Cztery przyjaciółki wstały i wpatrywały się w tajemniczego przybysza. Trójka chłopaków poszła w ślady dziewczyn i też podnieśli się na nogi. Chłopak zbliżał się do nich a oni próbowali zgadnąć kto to jest. Nagle Melissa klepnęła się w czoło. 
  - Edgar! Musiałeś iść tak żeby nie można Cię było zobaczyć? - Dziewczyna zbeształa go z uśmiechem na ustach. Podbiegła do niego i przytuliła się. Odstąpiła od niego, spojrzała mu w twarz i spytała. - Co ty tu robisz i skąd wiedziałeś, że tu jestem? 
  - To proste. jeśli nie ma cię na lodowisku, nie grasz przyjacielskiego meczu koszykówki z dziewczynami z drużyny, nie biegasz po parku ze swoim psem lub nie robisz niczego innego co wymaga ruchu i nigdzie nie mogę cię znaleźć to znaczy, że, nie pojętym dla mnie cudem, jesteś na boisku i grasz w piłkę nożną. - Niebiesko włosy chłopak uśmiechnął się szeroko. Doskonale znał Melissę. 
  - Kto to jest? - Rebeka dosłownie pożerała Edgara wzrokiem. Każdy kto jej nie zna mógł pomyśleć, że jej po prostu zaciekawiona przybyszem. Ale nie Natalie. Wiedziała, że chłopak spodobał się dziewczynie. I to nawet bardzo. 
  - Edgar. Właściwie jak ostatnio rozmawialiśmy, to wyszło nam, że znamy się praktycznie od zawsze.  - Melissa przedstawiła swojego przyjaciela. 
  - Dlaczego nigdy go nie widziałyśmy? - Rebeka posłała spojrzenie pełne pretensji koleżance. 
  - Bo nie było okazji - Chłopak posłał jej jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. Czerwonowłosą zatkało. - Lissa, właściwie to szukałem Cię nie bez powodu. 
  - No?
  - Pamiętasz jak miesiąc temu spadłaś ze ścianki wspinaczkowej? 
  - Trudno nie pamiętać. - Szatynka skrzywiła się lekko, bo od jakiegoś czasu zaczęła odczuwać lekkie bóle głowy. Nie powiązała ich jednak z wypadkiem bo wyniki miała dobre. Ale skoro on porusza ten temat... Chłopak chciał kontynuować ale dziewczyny mu przerwały. 
  - Co?! I nic nam nie powiedziałaś?! Przecież mogło ci się coś stać! I pewnie jak zwykle nie przypięłaś liny! - Spokojna zazwyczaj Natalie wpadła w furię. Mark przyglądał się jej z okrągłymi oczami. Kiedy się denerwowała była naprawdę ładna. Ciekawe dlaczego wcześniej tego nie zauważyłem? Pomyślał chłopak. Klepnął się w czoło. Tylko Kevin to zauważył i spojrzał na niego pytająco. Ten pokręcił głową. No tak, przecież widzę ją pierwszy raz w życiu. 
  - Nie denerwuj się. Nic mi nie jest.  No tak, pamiętam o co chodzi? - To ostatnie było do Edgara. 
  - O ile pamiętasz, mój ojciec jest lekarzem, który cię przyjął. 
  - Pamiętam. 
  -  Poprosił mnie żebym ci przekazał twoje wyniki. - Podał dziewczynie dwie kartki spięte zszywaczem. Patrzyła na to i nie umiała ukryć zdezorientowanej miny.
  - Ja nic z tego nie rozumiem. - jęknęła. Były tam fachowe kreślenia i nazwy, których nie znała. - Co tu pisze? 
  - Że wszystko jest w porządku. Ale powinnaś się stawić na kolejnych badaniach kontrolnych.
  - Widzisz Nat? Nic mi nie jest. - Szatynka wyszczerzyła się do przyjaciółki. 

***

Nathan biegł ile sił w nogach żeby zdążyć przed zamknięciem sklepu. Wpadł w ostatniej chwili. 
  - M-moja siostra zamówiła tu su-sukienkę. - Wysapał zmęczony chłopak. 
  - Nazwisko? - Miła sprzedawczyni uśmiechnęła się do niego. 
  - Swift. 
  -Poczekaj chwileczkę. - Ekspedientka sięgnęła pod ladę i pokazała katalog chłopakowi. - To ta? - Nathan wziął do ręki katalog i dokładnie się jej przyjrzał.

   - Tak, to ta. - Niebiesko włosy był zadowolony, że tak szybko poszło. Zapłacił i pobiegł do zoologicznego. Kiedy już wszystko kupił pobiegł na boisko. Nie chciał żeby długo na niego czekali. Biegł przez całą drogę i już widział z daleka swój cel. Zauważył, że wszyscy stoją przy bramce dziewczyn i jest z nimi jeszcze jakiś chłopak. 
  - Jestem! - Nie zdążył wyhamować i mimo, że wszyscy się gwałtownie odsunęli, potrącił Melissę, która zaskoczona poleciała w kierunku bramki. Uderzyła się dosyć mocno w głowę o słupek. Jęknęła i chwyciła się za głowę. 
  - Przepraszam. Naprawdę nie chciałem. - Chłopakowi było naprawdę przykro. 
  - Nic się nie stało. - Lissa dotknęła miejsca, które ją bolało i syknęła. Z niewyjaśnionych przyczyn kręciło jej się w głowie. - Ale jeśli tak dalej pójdzie to nie będę się do ciebie zbliżać bez kasku. - Zażartowała szatynka. Zrobiła kilka kroków w kierunku grupy ale musiała przystanąć. Zawroty głowy stały się silniejsze. Nie dała jednak nic po sobie poznać. Nathan zwrócił uwagę na kartki leżące na ziemi. Podniósł je. 
  - Dlaczego leżą tu wyniki badań jakiejś Elizabet? 
  - Co? To są wyniki Lissy. - Natalie podeszła do chłopaka i zerknęła na miejsce w którym widniało imię. Faktycznie, było tam napisane Elizabeth a nie Melissa. 
  - Rzeczywiście... Zobacz, ale nazwisko to samo. - Melissa słuchała ich tylko jednym uchem. Głowa zaczęła ją potwornie boleć. Nie chciała nic po sobie jednak pokazywać. Rozejrzała się za miejscem w którym mogła by usiąść. Wykonała jednak zbyt gwałtowny ruch i wszystko zawirowało jej przed oczami. 
  - Melissa, co jest? - Victoria jako pierwsza zauważyła dziwne zachowanie przyjaciółki. 
  - Nic nie jest, a co ma być? - Szatynka miała nadzieję, że jej głos brzmi swobodnie. Uśmiechnęła się szeroko, a przynajmniej taką miała nadzieję. Chyba jednak nie wyszło. Teraz wszyscy już jej się przyglądali. Oprócz Rebeki. 
  - Lissa, mogłabyś tu podejść? Musisz coś zobaczyć. - Czerwonowłosa cały czas patrzyła na ziemię. Dziewczyna nie miała innego wyjścia jak spróbować do niej podejść. Po zrobieniu kilku kroków świat zamienił się w żywą karuzelę. Czuła, że za chwilę straci przytomność. Ktoś chwycił ją za łokieć.
  - Usiądź i się pochyl. - To był Edgar.
  - Co jej jest?! - Głos czerwonowłosej był nienaturalnie wysoki. - Lissa!! - rzuciła się w jej kierunku - Lisuś, co się dzieje?! - Rudowłosa przytrzymała ją za rękę. Była równie zszokowana co ona ale wiedziała, że na pewno potrząsanie i inne silne bodźce, jej nie pomogą. 
  - Zostaw mnie! - Rebeka wyrwała się koleżance. Stała na pośrodku grupy i nie wiedziała co robić. Zakryła dłońmi twarz i zaczęła szlochać. Wszyscy stali jak wmurowani. Tylko Edgar działał przytomnie. 
  - Zadzwońcie po karetkę.  Powinna jak najszybciej znaleźć się w szpitalu. - Nikt się jednak nie ruszył. - Niebiesko włosy chłopak rozejrzał się po wszystkich a jego wzrok zatrzymał się na Marku. - Mark zadzwoń. 
  - C-co? A tak. - Kapitan drużyny wyjął telefon. Edgar spojrzał na Rebekę
  - Niech ktoś ją zabierze. - Nathan rozejrzał się ale nikt się nie ruszył. Podszedł do niej i delikatnie chwycił ją za łokieć. Chciał ją tylko przeprowadzić kawałek dalej ale dziewczyna przywarła do niego. Chłopak objął ją i odszedł kawałek dalej. Zmusił ją do tego żeby usiadła. Nadal nie mogła się uspokoić. Przytuliła się do niego, on ją objął i pozwolił płakać dalej. Kevin widząc to prychnął z pogardą. 
  - Panikara. Rozumiem, że meczu dzisiaj nie rozstrzygniemy? To ja idę. - Różowo włosy poszedł zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować. Nagle pojawił się ktoś jeszcze. Nie przejmował się tym, że karetka właśnie zabiera dziewczynę. Nie podszedł do nich tylko krzyknął.
  - Natalie!!! Ojciec będzie za półgodziny! Chodź szybko! - Długowłosy blondyn kogoś Markowi przypominał. Tylko nie mógł sobie przypomnieć gdzie go widział. Nagle Nathan, który cały czas pocieszał Rebekę, wykrzyknął.
  - Bayron?! 
________________________________________________________

Przepraszam, że tak długo, brak weny mnie ogarnął ^^ 
Mam nadzieję, że się podobało :)

wtorek, 11 czerwca 2013

1. Wiatrak 2/2

__________________________________________________________
- Dokładnie to co słyszysz. Przeprowadzam się tutaj i od września będę chodzić z tobą do kla... - Nie zdążyła dokończyć bo przyjaciółka rzuciła się na nią i przytuliła do niej. 
  - N-nie mogę od-oddychać! - Wysapała z trudem Vica. 
  - Przepraszam. Po prostu nie mogę w to uwierzyć! Ty tutaj. Taaaaaak!!! - To ostatnie wykrzyczała ile sił w płucach, przeciągając samogłoskę. 
__________________________________________________________

  - Uspokój się. - Roześmiana Victoria pociągnęła swoją przyjaciółkę za rękaw.
  - Gdzie idziemy?
  - Zobaczysz - Ruda uśmiechnęła się tajemniczo.
  - No powiedz. Prooooszę!
  - Nie. Zobaczysz na miejscu. 
Dziewczyny poszły w kierunku, który wybrała Vica. Jej przyjaciółka cały czas marudziła coś pod nosem ale tamta nie zwracała na to uwagi.

***

Po ciężkim treningu Nathan wracał do domu. Dzisiaj jak zwykle dali z siebie wszystko. Razem z Jack'iem są blisko opracowania nowej techniki hissatsu. Ogólnie rzecz ujmując był zadowolony. Szedł właśnie przez ulicę pełną małych sklepików, kiedy usłyszał krzyk jakiejś dziewczyny. Nie była przerażona tylko raczej szczęśliwa. Spojrzał w tamtym kierunku i zauważył szatynkę, którą potrącił dzisiaj na korytarzu razem z jakąś rudą dziewczyną której nie znał. Rudowłosa pociągnęła Melissę za rękaw i razem gdzieś poszły. Sam nie wiedział dlaczego ale zaczął je śledzić. Gdyby mnie złapały mógłbym powiedzieć, że chcę wyjaśnić sprawę wiatraków. Nic takiego jednak się nie stało. Niebiesko włosy zauważył, że przyjaciółki idą w stronę boiska nad rzeką. Nie mylił się. Po pięciu minutach obserwował z ukrycia jak zaskoczona przyjaciółka rudej  patrzy na nią w niedowierzaniu. Nagle zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz. Jego starsza siostra. Nie miał pojęcia o co jej mogło chodzić. Odrzucił połączenie bo był ciekaw co zrobią dziewczyny. Zauważył, że za plecami Lissy pojawiły się dwie kolejne postacie. Jedna z nich miała czerwone włosy do ramion i czarne oczy a druga krótkie blond włoski obcięte jak u Pink*. Wyglądało na to, że są dobrymi przyjaciółkami bo Melissa rzuciła się im na szyję. Telefon znowu zadzwonił. Znowu jego siostra. Tym razem odebrał bo wiedział, że Chelsea nie odpuści. 
  - Co jest? - Nathan obrócił się plecami do boiska.
  - Słuchaj, wejdź do zoologicznego i kup karmę dla kotów. A jak będziesz wracał to po drodze jest butik w którym jest do odebrania moja sukienka i sandały. Proszę, załatw to za mnie bo ja już nie zdążę a bardzo mi na tym zależy. Wszystko ci oddam tylko proszę, zrób to. To jak? 
  - Nie mogłaś pomyśleć o tym wcześniej? Jestem zajęty. - Chłopak nie był zadowolony z tego, że siostra wysługuje się nim zawsze kiedy czegoś zapomni.
  - Taaak? A co robisz? Z kim? Ile ci to zajmie? Kiedy skończysz? Gdzie jesteś? Kiedy wrócisz? 
  - Eh.. o której zamykają ten butik? - Niebiesko włosy nienawidził takich przesłuchań. Wolał iść odebrać jej rzeczy. Po za tym co miałby jej niby powiedzieć? "Słuchaj Chels, śledzę taką jedną dziewczynę i jej przyjaciółki, nie wiem ile mi to zajmie ani kiedy wrócę. Dlaczego je śledzę? Sam nie wiem. Coś mi nagle w środku piknęło i kazało za nimi iść czy coś w tym stylu..." Nie, zdecydowanie wolał przerwać przeszpiegi.    
  - Za dwie godziny.  To jest jakieś pół godziny od boiska nad rzeką. Najpierw idź po ubrania a później po karmę bo zoologiczny jest otwarty dłużej. Dziękuję braciszku! - Nathan chciał coś powiedzieć ale usłyszał sygnał w telefonie. Jeśli dobrze zrozumiał miał jeszcze dobrą godzinę na obserwacje. Rozmawiał z nią dobre dziesięć minut ale przez ten czas dziewczyny nie powinny stąd odejść. Zerknął w ich kierunku. Były. Podawały sobie piłkę. Jako, że było ich tylko cztery, w polu zostały tylko dwie z nich. Blondynka i ruda. Nathan obserwował je jeszcze przez kilka minut. Co jakiś czas trafiały do bramki. Nie wykazywały żadnych super zdolności ale nie były też znowu takie kiepskie. Ot, takie przeciętne. Chłopak poczuł, że nogi zaczynają mu drętwieć od siedzenia w niewygodnej pozycji i postanowił zmienić miejsce. Kiedy chciał przejść w drugi róg boiska, gdzie mógł się usadowić wygodniej i, nadal niezauważony, obserwować grające dziewczyny, usłyszał, że ktoś go woła. Odwrócił się w tamtym kierunku. W jego stronę szli Mark i Kevin. Zapomniał, że oni tędy wracają. 
  - Też przyszedłeś poćwiczyć? - Uśmiechnięty kapitan spojrzał na swojego kolegę. 
  - Nie, idę odebrać sukienkę siostry. - Skłamał gładko Nathan. 
  - Sama nie może tego zrobić? - Kevin znał siostrę niebiesko włosego i wiedział, że zazwyczaj dysponuje dużą ilością wolnego czasu. 
  - Umówiła się z przyjaciółkami. 
  - Hej, kto to jest? - Spytał Mark zauważywszy, że boisko jest zajęte. - Czy to nie Melissa? 
  - Tak... chyba tak. - Nathan udawał zaskoczonego. 
  - Z kim ona jest? - Tym razem to Kevin zadał pytanie. 
  - Nie wiem... A, ty Mark? 
  - Tą rudą widziałem chyba przed szkołą... Może to przyjaciółki? - To co powiedział, wydało się tak oczywiste, że chłopacy natychmiast zaaprobowali ten pomysł. - Mam pomył!
  - Co znowu? - Kevin nie był zadowolony. Czuł, że to co kapitan wymyśli nie przypadnie mu do gustu. Mark jednak zamiast odpowiedzieć popędził na dół.
  
***

  - Chcesz grać w piłkę? - Spytała zdumiona Melissa. - Przecież jesteśmy tylko dwie, po za tym nie mamy piłki. 
  - O to się nie martw. - Ruda się uśmiechnęła.
  - Hę? - Sztynka nie miała pojęcia o co jej chodzi. Zaciągnęła ją tutaj żeby grać w piłkę bez piłki? 
  - Długo musiałyście czekać Vic? - Za plecami Lissy odezwała się jakaś dziewczyna. Melissa odwróciła się szybko i ujrzała dwie pozostałe przyjaciółki, z którymi zawsze stanowiły nierozerwalny kwartet. Do czasu jej wyprowadzki. 
  - Rebeka! Natalie! - Szatynka rzuciła się na czerwonowłosą i blondynkę. Kiedy już się od nich odsunęła patrzyła na nie w niedowierzaniu. 
  - To jak? Gramy? - Uśmiechnięta Rebeka stała trzymając piłkę w ręce. 
  - Sama nie wiem... - Melissa nadal była niezdecydowana. Nie grała już bardzo długi czas. Wiedziała, że takich rzeczy się nie zapomina ale nie była pewna czy chce. 
  - Z nami nie zagrasz? - Udała oburzenie Natalie,  na co trójka przyjaciółek wybuchła śmiechem.
  - Dobra. Gramy. - Szatynka od razu ustawiła się na bramce. W zasadzie bardziej do siebie podawały, jednak czasem strzelały na bramkę, z pozytywnym skutkiem. Lissa wspominała czas kiedy grały razem w jednym klubie. To było rok przed jej odejściem. Od tego czasu już nigdy nie dotknęła piłki. Nie chciała w nią grać bez jej przyjaciółek. Właśnie zamierzała obronić strzał Victorii, kiedy usłyszała, że ktoś je woła. Obejrzała się w tamtym kierunku. To był Mark. Za nim szli Kevin i Nathan. No tak. Przecież wieczorami ćwiczyli tu chłopacy z klubu Raimona. 
  - Co jest? - Spytała niby zaczepnie, niby przyjaźnie Rebeka. 
  - Możemy z wami zagrać? - Rozpromieniony kapitan zwycięskiej drużyny stał i czekał na odpowiedź. 
  - Jest nas razem siedmiu... - Zaczęła Natalie ale czerwonowłosa jej przerwała. 
  - Będę sędzią. Teraz wszystko się zgadza - Uśmiechnęła się do blondynki. 
  - Stop. Chwileczkę. Mamy grać z dziewczynami? - Spytał Kevin kręcąc nosem a tę propozycję.
  - Masz z tym jakiś problem? - Spytała ostro Rebeka rzucając mu nienawistne spojrzenie. Podeszła do niego, spojrzała mu prosto w oczy i czekała na odpowiedź. Wyglądała przy tym tak, że Kevin powinien zacząć się jej bać. 
  - Przecież rozniesiemy was w pył. - Odpowiedział arogancko. Czerwonowłosa fuknęła z furią, źgnęła go w klatkę piersiową i zaczęła się przesuwać do przodu, przez co chłopak musiał się cofać.
  - To, czy nas rozniesiecie czy nie okaże się dopiero po meczu. Nigdy więcej nie waż się tak mówić do mnie albo do którejś z nich, albo tego pożałujesz. - Rebeka która na początku mówiła w miarę normalnie, teraz wściekle syczała. W oczach chłopaka widać było zdezorientowanie. - Zrozumiałeś? - Nie czekała na odpowiedź tylko podeszła do szatynki. 
  - Zamienisz się? Zostaniesz sędzią? Chcę osobiście strzelić im gola. Nie będzie mi ten różowo włosy bałwan mówił co mam robić! 
  - Nie ma problemu. Nie denerwuj się tak. On już taki jest. - Spokojny głos przyjaciółki odrobinę uspokoił czerwonowłosą, która ustawiła się na środku boiska.
  - Gramy! - Lissa podniosła gwizdek do ust i mecz się rozpoczął. Przy piłce natychmiast znalazła się Natalie. Kątem oka widziała, że Rebeka ruszyła w kierunku bramki przeciwnika. Nie zdążyła jednak nic zrobić kiedy przed nią pojawił się Nathan. Chłopak bez trudu odebrał jej piłkę i jedyne co mu pozostało po zostawieniu dziewczyn za sobą, to strzelić. 
  - Podaj tu! - Obok niego pojawił się Kevin. Miał zacięty wyraz twarzy. Niebiesko włosy podał do kolegi który wykonał swój firmowy strzał.
  - Smoczy cios! - Piłka leciała w kierunku Victorii w zastraszającym tempie. Dziewczyna patrzyła na to przerażona. Wydawałoby się, że już nic nie może ich uchronić przed stratą gola. 
  - Nieprzenikniona tarcza! Przypomnij sobie! - Blondynka krzyknęła do rudowłosej. Ta spojrzała na nią i nagle w jej oczach błysnęło. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej po czym wyciągnęła je przed siebie. Przed nią, w ostatniej chwili pokazała się półprzezroczysta, czarna tarcza. Piłka długo napierała, jednak dziewczynie, przy dużym wysiłku, udało się zatrzymać strzał. Rebeka podbiegła do niej i przybiła piątkę. Zauważyła jednak, że nie była to w pełni rozwinięta technika, a przecież już nie raz widziała jak Victoria wykonywała ją po mistrzowsku. 
  - Wypadłam z wprawy. Dawno nie grałam. - Odpowiedziała na jej pytające spojrzenie. Rozległ się gwizdek wznawiający grę. Znowu Natalie ruszyła do przodu i znowu Nathan odebrał jej piłkę. Zanosiło się na to, że cały mecz ma tak wyglądać. Skończyła się pierwsza połowa. Przerwę postanowili zrobić dłuższą, bo niebiesko włosy musiał odebrać sukienkę siostry. 
Zmęczone dziewczyny popatrzyły na sobie w milczeniu. Przez chwilę nic nie mówiły tylko normowały oddech. 
  - Muszę przyznać, że są dobrzy. - Dziewczyny spojrzały zdumione na Rebekę. Nie mogły uwierzyć, że powiedziała to po tym jak Kevin im dopiekł. Natalie zapytała ją o to.
  - Mam po prostu dobry humor - wyszczerzyła się  czerwonowłosa. - Po za tym, po co mam się złościć? O to, że nie pozwalają nam podejść pod ich bramkę? - Uśmiech dziewczyny jeszcze się powiększył. - Dzięki temu jeszcze bardziej chcę ich pokonać. Wysoko podnoszą poprzeczkę. Wiem, że damy radę. Wierzę w nas. Ostatnio nawet ćwiczyłam nową technikę i sądzę, że może mi się udać. 
  - Nowa technika? Dlaczego nic nam nie powiedziałaś? - Victoria skierowała na nią oskarżycielskie spojrzenie. 
  - Nie chciałam zapeszać. Nie jest wykończona i nie jestem pewna czy mi wyjdzie. No, pożyjemy zobaczymy. Zdaje mi się czy on wraca? I to w dodatku z kimś? 
  - Nie, to chyba nie on...  - Blondynka nie była pewna. Ten ktoś szedł pod słońce więc nie było nic wydać, ale sylwetka wydała się jej nie taka. Zdążyła się bardzo dobrze przypatrzeć Nathanowi. 
 
Zapowiedzi Marka!
Co mają na myśli dziewczyny? Czy chłopacy z Raimona wygrają? Jak zachowa się Kevin po skończeniu meczu? Co zrobi Nathan z rozprzestrzeniającymi się plotkami?
Tego wszystkiego i jeszcze więcej dowiecie się czytając następny rozdział.
________________________________________________________________

Nareszcie mi się udało :) Mam nadzieję, że następne pójdą szybciej :) 
Publikować postaram się raz w tygodniu. 

wtorek, 4 czerwca 2013

1. Wiatrak 1/2

Od kiedy Raimon wygrali Strefę Futbolu minęły dwa miesiące. Od tego czasu zawodnicy pracowali jeszcze ciężej żeby dostać się do reprezentacji narodowej. Bycie mistrzami Japonii rozsławiło zespół, a chłopacy na przerwach nie mogli się opędzić od dziewczyn. Najgorzej miał Mark, Nathan, Jude, Axel i Erick. Musieli niemalże siłą przedzierać się przez tłum fanek. Żadnemu z nich ta sytuacja nie pasowała, jednak byli zbyt dobrze wychowani i nie chcieli urażać żadnej z nich, a łagodne perswazje nic nie dawały. Pozostawali więc w sytuacji bez wyjścia. Tak było i tym razem. Niebiesko włosy razem z blondynem próbowali dotrzeć na lekcje matematyki ale przeszkadzały im w tym rozchichotane dziewczyny, które napierały na nich ze wszystkich stron. W końcu Axel nie wytrzymał.
  - Słuchajcie, chcielibyśmy w spokoju przeżyć do końca szkoły, możecie nas zostawić? - spytał poirytowanym tonem. Z daleka dostrzegł współczujące spojrzenie Jude'a, który nie wiadomo jakim cudem był już pod salą i zdecydowanie nie miał tego problemu co oni. 
  - Marzenie - Mruknął Nathan na co blond włosy przyświadczył mu ciężkim westchnięciem. Postanowili, że skoro nie chcą ich przepuścić, będą musieli użyć łokci. Robili to z niechęcią, co nie zmieniało faktu, że skutki były o wiele lepsze od próśb. Kiedy już się przedostali, niebiesko włosy tylko z rozpędu jeszcze raz machnął ręką. Trafił na coś i usłyszał jęk. Odwrócili się i zobaczyli drobną szatynkę siedzącą na podłodze i rozcierającą policzek, patrzącą na nich z wyrzutem. Zrobiło im się głupio.
  - Przepraszam Melissa, nic ci nie jest? - spytał przepraszająca Nathan, wyciągając jednocześnie do niej rękę. Dziewczyna szybko się pozbierała.
  - Nie, nic. Hmm... następnym razem jeśli będziesz chciał udawać wiatrak polecam szkolne boisko a nie korytarz. Tu jest trochę przyciasno na takie manewry. - Dziewczyna wyszczerzyła zęby w przyjaznym uśmiechu i pobiegła dalej.
  - Wiatrak? - Spytał Mark, który nie widział samego upadku dziewczyny, ale tylko ich krótką wymianę zdań. - O co jej chodziło? Nathan? 
  - Nathan wygląda jak wiatrak? - Usłyszeli zdziwiony głos jednej z dziewczyn przechodzących obok. Zatrzymała się i zaczęła się przyglądać chłopakowi przez zmrużone oczy. 
  - Nie wydaje mi się, chociaż może ja się nie znam... 
  - Na czym się nie znasz? - Spytała jej koleżanka, która dopiero po jakimś czasie zauważyła, że blondynki nie ma przy jej boku.
  - Na ludzkim wyglądzie. Nie mam pojęcia dlaczego Nathan miałby wyglądać jak wiatrak. 
  - Wiatrak? - Spytała jej zdumiona towarzyszka. - Taki jak ten do mielenia mąki? 
  - To jest młyn. 
  - Hej, dziewczyny, spokojnie... - próbował oponować Axel, ale nic z tego nie wyszło. 
  - Ale Nathan nie wygląda jak młyn. - Powiedziała już teraz niepewnie koleżanka blondynki. 
  - No pewnie, że nie, więc dlaczego... - Przerwał jej głośny, zdziwiony okrzyk.
  - Co?! Nathan wygląda jak młyn mielący mąkę? - Jakaś dziewczyna z fioletowymi włosami pobiegła szybko w kierunku grupki koleżanek. Marka, Nathana i Axela z daleka dobiegły jej krzyki. 
  - Słyszałyście? Nathan podobno wygląda jak młyn do mielenia mąki! - Na korytarzu teraz prawie wszyscy o tym mówili. Idąc do sali usłyszeli kilka podobnych dialogów.
  - Jakiej mąki? 
  - No wiesz, takiej z której robi się chleb...
  - Chleb? Co ty mówisz, przecież podobno to o młyn tu chodzi. 
  - Oszalałaś?! On podobno chodzi mielić mąkę po treningach do starego młyna...
  - To chyba jakieś żarty - jęknął niebiesko włosy. - Mark, musiałeś wyjeżdżać z tym wiatrakiem? - spojrzał na kapitana drużyny z lekkim wyrzutem. 
  - Przepraszam, to nie było specjalnie. - Powiedział skruszony Mark. - Ale nadal nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi... - Przyjrzał się badawczo kolegom. 
Przyjaciele pokrótce wyjaśnili mu skąd wzięło się to nieporozumienie. Kiedy kapitan chciał zapytać o coś jeszcze zadzwonił dzwonek, więc ruszyli do klasy. Kiedy dobiegli pod drzwi sali okazało się, że są spóźnieni. Weszli do środka, przeprosili i usiedli na miejscach. Nathan od kiedy tylko otworzył drzwi czuł się nieswojo. Wszystkie spojrzenia były skierowane na niego. Zdawał sobie sprawę, że przyczyną zachowania klasy były plotki rozprzestrzeniające się w zastraszającym tempie, jednak teraz nie mógł ich sprostować. Profesor Severe nie lubi rozmów na lekcji. Trzyma żelazną dyscyplinę i nawet za najdrobniejsze przewinienie można było wyjść z ogromną uwagą i telefonem do rodziców. Nikt z nich nie traktował jednak tych skarg na uczniów poważnie, bo wiedzieli, że nauczyciel ma tendencje do wyolbrzymiania rzeczy mało ważnych i do bagatelizowania tych, które powinny zostać przedstawione szczegółowo. 
Lekcja przebiegła jak zwykle, bez żadnych zakłóceń. Mimo wszystko jednak dało się wyczuć jakąś dziwną atmosferę. 

***

Chwilę po dzwonku Melissa wybiegła z sali jak oparzona. Na początku lekcji dostała sms'a od dawnej przyjaciółki, że ta przyjeżdża na tydzień do niej i fajnie by było jakby wyszła po nią przed szkołę bo nie bedzie jej gonić po korytarzach. Leciała jak do pożaru. Dawno nie widziała się z Victorią i chciała jak najszybciej ją znaleźć. Właśnie przedarła się przez tłumek fanek członków klubu Raimona kiedy dostała od jednego z nich w twarz z łokcia i się przewróciła. 
  - Przepraszam Melissa, nic ci nie jest? - Usłyszała przepraszający głos i spojrzała na właściciela z lekkim wyrzutem. Okazało się, że jest nim Nathan.
  - Nie, nic. Hmm... następnym razem jeśli będziesz chciał udawać wiatrak polecam szkolne boisko a nie korytarz. Tu jest trochę przyciasno na takie manewry. -Uśmiechnęła się do niego przyjacielsko, bo w gruncie rzeczy go lubiła i poleciała dalej szukać koleżanki. Odwróciła się jeszcze na chwilkę i zobaczyła, że Mark, Nathan i Axel patrzą się osłupiali na dwie, nie mniej zdziwione dziewczyny. Nie wnikała w przyczyny ich zdumienia i wyszła ze szkoły nie świadoma co rozpętała swoim komentarzem. 
Voctoria stała pod ogromnym, rozłożystym dębem. Ostatnio wdziały się dwa lata temu, mimo to ona przez ten czas prawie nic się nie zmieniła. Rude loki nadal nosiła rozpuszczone a prawe oko jak zawsze było przykryte grzywką. Dziewczyna zauważyła, że przyjaciółka się do niej zbliża i pomachała do niej. 
  - Lissa! - Wrzasnęła kiedy szatynka do niej podeszła i rzuciła się jej na szyję. - Boże, jak ja się za tobą stęskniłam! - Kiedy dziewczyny się wyściskały ruszyły w kierunku ulubionej pizzerii Melissy. 
  - Czy ty się czasem nie urwałaś prze ze mnie z lekcji? - Spytała nagle zaniepokojona Victoria wiedząc, że jej przyjaciółka jest do tego zdolna. Nie chciała żeby przez nią zawalała szkołe tuż przed końcem roku. 
  - Nie, byłam zwolniona z trzech ostatnich. Nauczyciele są na wycieczce z ostatnimi klasami. - Odparła spokojnie szatynka. 
  - To dobrze. No, mów co tam u ciebie, nie widziałyśmy się tyle czasu! - Dziewczyna, mimo, że znała wszystkie szczegóły z życia Lissy, chciała usłyszeć całą relację na żywo. 
Koleżanki przegadały przeszło trzy godziny i musiały wracać do domu. 
  - Gdzie ty teraz właściwie mieszkasz? - Spytała rudą Melissa. 
  - Przez ten tydzień czy ogólnie?
  - Przez tydzień.
  - U babci. - Babcia dziewczyny od dawna mieszkała w Japonii.
  - A ogólnie?
  - Za dwa miesiące przeprowadzam się do mieszkania na przeciwko ciebie... - Victoria od nadmiaru emocji nie mogła powiedzieć nic więcej, więc zamilkła żeby nie zacząć się śmiać jak wariatka.
  - Co?!!! - Szatynka nie mogła uwierzyć w soje szczęście. Jak to możliwe, że teraz kiedy w końcu przestała nakłaniać do tego i ją, i jej rodzinę, oni zdecydowali się przeprowadzić?
  - Dokładnie to co słyszysz. Przeprowadzam się tutaj i od września będę chodzić z tobą do kla... - Nie zdążyła dokończyć bo przyjaciółka rzuciła się na nią i przytuliła do niej. 
  - N-nie mogę od-oddychać! - Wysapała z trudem Vic. 
  - Przepraszam. Po prostu nie mogę w to uwierzyć! Ty tutaj. Taaaaaak!!! - To ostatnie wykrzyczała ile sił w płucach, przeciągając samogłoskę. 

_________________________________________________________


Następna część albo jutro, albo po niedzieli :) 

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Kilka informacji na wstępie.

Tak jak w tytule.

Będę tu wrzucać opowiadania, które będę pisać o IE, które nie będą odpowiadały znanemu wam anime (przykro mi jeśli was rozczarowałam). Pewnie zauważyliście już 'zakładki' na górze strony. Tak jak ich tytuły mówią, będą tam odcinki do kolejnych serii ;) Do piątku powinnam dodać większość IE (całość to 127), część IE Go, IE Go Chrono Stone oraz IE Galaxy (jak tylko je wyczaję ^^) Z pierwszymi trzema nie będzie problemu, bo widziałam już, że przetłumaczonych jest przynajmniej po 10 ( IE Go, IE GO GS). 
Stworzę też osobną stronę "Wspólne" Gdzie wspólnie będziemy (właściwie to będziecie) mogli tworzyć historyki (coś typu, ja zaczynam zdanie, następna osoba dodaje coś od siebie, jeszcze następna też doda coś od siebie, itd.)
Do końca tego tygodnia blog powinien się w miarę rozwinąć i będziecie mogli znaleźć tutaj już pierwszy rozdział :D